}

Stocznia Gdańska im. Lenina była największym zakładem na Pomorzu. W 1979 roku zatrudniała ponad 16 tys. pracowników, kolejnych kilka tysięcy kooperowało ze stocznią. W porównaniu ze średnimi zarobkami w Polsce, które wynosiły między 5,3 a 6 tys. zł, stoczniowcy zarabiali nieźle. Robotnicy pracujący przy bezpośredniej produkcji i z pracą w nadgodzinach zarabiali około 8 tys. zł, przy pracach pomocniczych pensja wynosiła ponad 6 tys. zł, pobory pracowników biurowych – 5 tys. zł, pensja inżynierska zaczynała się od 8 tys. zł. Poniżej średniej krajowej zarabiała 1/3 zatrudnionych. Dlatego dyrektor stoczni Klemens Gniech nie spodziewał się wybuchu protestu w kierowanym przez siebie przedsiębiorstwie.  

Przed południem 14 sierpnia nie pracował już cały zakład. Sprawnie wybrano komitet strajkowy, na którego czele stanął Lech Wałęsa - były pracownik Stoczni Gdańskiej, zwolniony z pracy w 1976 roku. Ogłoszono strajk okupacyjny. Wszyscy pracownicy chcący brać udział w proteście pozostali na terenie stoczni. Zamknięto bramy, powołano straż strajkową pilnującą wejść na teren przedsiębiorstwa i porządku wewnątrz zakładu, zakazano spożywania alkoholu. Komitet strajkowy podjął negocjacje z dyrekcją stoczni.

Wieść o strajku w Stoczni Gdańskiej szybko dotarła do innych zakładów pracy w Trójmieście. 15 sierpnia zastrajkowała Stocznia im. Komuny Paryskiej w Gdyni, Stocznia Remontowa w Gdańsku, zarządy portów w Gdyni i Gdańsku, ZKM, ELMOR, Rafineria Gdańska i inne. Wszędzie wybierano komitety strajkowe, sporządzano listy postulatów. Dominowały żądania ekonomiczne, ale pojawił się także postulat polityczny - utworzenia wolnych związków zawodowych.

16 sierpnia komitet strajkowy Stoczni Gdańskiej pod przewodnictwem Lecha Wałęsy porozumiał się z dyrekcją stoczni. Pracownicy zakładu mieli otrzymać podwyżki, Anna Walentynowicz i Lech Wałęsa zostali przywróceni do pracy, miał powstać pomnik ku czci poległych stoczniowców w grudniu 1970 roku. Lech Wałęsa ogłosił więc koniec strajku. Przybyłe do stoczni delegacje innych strajkujących zakładów pracy poczuły się oszukane i zdradzone. Bez strajkującej Stoczni Gdańskiej ich strajki nie mogły się udać. Dlatego Anna Walentynowicz, Ewa Ossowska i Alina Pienkowska ze stoczniowych bram nawoływały wychodzących robotników do pozostania w zakładzie i podjęcia strajku solidarnościowego. Wielu strajkujących opuściło jednak stocznię. Na jej terenie pozostało kilkaset osób. Razem z przedstawicielami strajkujących zakładów Wybrzeża ogłoszono strajk solidarnościowy, powołano Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS) i przystąpiono do redagowania postulatów.

Do siedziby MKS spływały postulaty ze strajkujących zakładów pracy. Domagano się podwyżek płac, poprawy warunków pracy, poprawy zaopatrzenia, zniesienia uprzywilejowania MO i SB, odnowy związków zawodowych. Były także postulaty związane z funkcjonowaniem poszczególnych przedsiębiorstw, np. żądanie przydzielenia wywrotek do koparek w celu zwiększenia ich wydajności - postulat Bazy Sprzętu i Transportu Gdańskiego Przedsiębiorstwa Robót Montażowych i Elewacyjnych. Ostatecznie opracowano listę 21 postulatów. Na pierwszym miejscu znalazło się odważne żądanie zgody na utworzenie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych. Domagano się także prawa do strajku, respektowania wolności słowa, uwolnienia więźniów politycznych.

Do stoczni przybywało coraz więcej delegacji strajkujących zakładów pracy. Nie zawsze było to łatwe, ponieważ funkcjonariusze MO i SB starali się wyłapywać takie osoby. Aby uniknąć podejrzeń ze strony służb, czasami uciekano się do różnych sztuczek, np. udawano wędkarzy idących na ryby. Informacja o sytuacji na Wybrzeżu docierała coraz dalej. 20 sierpnia do stoczni przyjechała delegacja z Dolnego Śląska, by się dowiedzieć, co się dzieje na Wybrzeżu i „zawieźć całą prawdę na Śląsk”. 
23 sierpnia przyjechali przedstawiciele szczecińskiego MKS, by wymienić się informacjami o przebiegu strajku i negocjacji z władzami, a przede wszystkim by utwierdzić się wzajemnie w przekonaniu, że żądanie niezależnych i samorządnych związków zawodowych jest najważniejszym postulatem. Do 30 sierpnia 1980 r. do MKS w Gdańsku swój akces zgłosiły 734 zakłady pracy.

Jedną z pierwszych decyzji władz było zarządzenie blokady informacyjnej Trójmiasta. Wyłączono telefony, a telewizja, radio i oficjalna prasa zdawkowo informowały o sytuacji na Wybrzeżu. Długo nie podawano wiadomości o powstaniu międzyzakładowej struktury strajkowej i 21 postulatach. Protestujący jak najszybciej starali się uruchomić własne drukarnie, aby przełamać monopol władzy na informacje. W Stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni i Stoczni Gdańskiej strajkujący opanowali drukarnie zakładowe i radiowęzły. Rozpoczęli drukowanie ulotek i transmitowanie negocjacji. 

Rozpoznawalny na wszystkich kontynentach napis powstał w Stoczni Gdańskiej. Krzysztof Wyszkowski użył słowa „solidarność” w tytule biuletynu informacyjnego, a Jerzy Janiszewski, młody artysta plastyk, zaprojektował znak, który bardzo szybko stał się logo protestu. Twórca z niezwykłą trafnością ujął w tym znaku istotę tego, co działo się wówczas w stoczni – międzyludzką solidarność i wzajemne wsparcie. Symbol strajku sierpniowego stał się elementem nazwy Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.  

W stoczni działo się coś niezwykłego. Po raz pierwszy w powojennej historii w świat poszedł jasny komunikat, że robotnicy otwarcie wystąpili przeciw teoretycznie swojej robotniczej reprezentacji PZPR. W tym czasie w Sopocie odbywał się Międzynarodowy Festiwal Piosenki, przy którym byli akredytowani zagraniczni dziennikarze i ekipy telewizyjne. Ten zbieg okoliczności spowodował, że stocznia zapełniła się obcojęzycznymi sprawozdawcami i trudno było ukryć przed światem to, co tam się działo. Do stoczni napływały wyrazy poparcia i finansowa pomoc związków zawodowych niemal ze wszystkich krajów Europy Zachodniej i USA. Amerykańscy dokerzy  ze Wschodniego Wybrzeża  USA bojkotowali rozładunek polskich statków. 

Strajk trwał długo. W zakładzie zostali mąż, ojciec, syn. Stoczniowe bramy i ogrodzenia stały się miejscem spotkań i wymiany informacji. Pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej przez cały czas tłoczyli się ludzie. Przychodzili członkowie rodzin, mieszkańcy Trójmiasta i turyści chcący zebrać jak najwięcej informacji o proteście, by zawieźć je do swoich miejsc zamieszkania i pracy. 23 sierpnia 1980 r. Komenda Wojewódzka MO w Bielsku-Białej, z powodu trzech ulotek przywiezionych przez nauczycielkę z Suchej Beskidzkiej, spędzającej wakacje w Sopocie, wszczęła sprawę operacyjnego sprawdzenia, nadając jej kryptonim „Kolporter”. Gdańskie ulotki znaleziono w masarni WSS w Żywcu.  

Co powiedzieć dziecku, gdy dopytuje, gdzie jest tata? Jak długo nie będzie go w domu? Takie pytania z pewnością wielokrotnie słyszały matki dzieci, których ojcowie strajkowali. Nikt nie znał odpowiedzi. Przychodzili zatem pod bramy i ogrodzenia zakładów pracy z nadzieją, że choć chwilę spędzą razem. Tęsknota i strach, ale też i radość ze spotkania gościły na twarzach dzieci, żon i matek.

Panujący w Polsce wiele lat komunizm nie pokonał polskiego katolicyzmu. Choć wolność wykonywania praktyk religijnych była ograniczona, a Bóg wyrugowany z przestrzeni publicznej, to strajkujący w Matce Bożej i Jej Synu pokładali wiarę i nadzieję w zwycięstwo. Dzięki odprawianym mszom św. i zbiorowym modlitwom protestującym było lżej, był czas, aby wyciszyć emocje, wypełnić długie godziny bezczynności. 

Ojciec Święty z troską i modlitwą przyglądał się wydarzeniom w Polsce. Strajkujący widzieli w Janie Pawle II wsparcie. Jego wizerunki umieszczali na bramach, płotach i przy prowizorycznych ołtarzach. Pierwsza wizyta Ojca Świętego w Polsce w 1979 roku i wypowiedziane przez niego słowa „Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” tchnęły w Polaków nadzieję na zmianę i dały siłę do walki.  

Władza długo zwlekała z podjęciem negocjacji z MKS, starała się uniknąć rozmów o 21 postulatach. Podejmowano rozmowy z komitetami zakładowymi PZPR, z tzw. samorządami robotniczymi. 19 sierpnia do Gdańska przysłano komisję pod przewodnictwem wicepremiera Tadeusza Pyki, jej zadaniem były rozmowy z komitetami strajkowymi poszczególnych zakładów pracy, za plecami MKS. I choć kilkanaście przedsiębiorstw wstępnie zgodziło się na zakończenie strajków, ostatecznie załogi oprotestowały te uzgodnienia, stwierdzając, że jedynym przedstawicielem do rozmów z władzą jest MKS z siedzibą w Stoczni Gdańskiej. Warszawa nie miała wyjścia i w końcu musiała przystąpić do właściwych negocjacji. 21 sierpnia do Gdańska przyjechała Komisja Rządowa pod przewodnictwem wicepremiera Mieczysława Jagielskiego i po dwóch dniach przygotowań rozpoczęto trudne rozmowy. MKS w negocjacjach wspierała Komisja Ekspertów z Tadeuszem Mazowieckim na czele. 

Grudzień ’70 – pamiętamy

Pamięć Grudnia ’70 zarówno w Szczecinie, jak i Gdańsku była niezwykle żywa w sierpniu 1980 roku. Domagano się upamiętnienia ofiar tych wydarzeń. To właśnie doświadczenia Grudnia ’70 spowodowały, że strajkujący nie dali się sprowokować i nie wyszli na ulicę. Władza nie uzyskała pretekstu do użycia przemocy. Wielu strajkujących w sierpniu brało 10 lat wcześniej udział w wydarzeniach grudniowych. Mając w pamięci grozę tamtych dni, w sierpniu 1980 roku nie byli do końca przekonani, że władza nie posunie się do podobnego rozwiązania. Od początku strajku w Gdańsku trwała zbiórka pieniędzy na budowę pomnika, w miejscu, gdzie pierwsze ofiary poniosły śmierć przy Stoczni Gdańskiej, postawiono drewniany krzyż, a na prezydialnym stole w Sali BHP stała makieta przyszłego pomnika.

Strajk trwał 18 dni, długie 18 dni. Część protestujących otrzymała przepustki od MKS i mogła wyjść do domu wykąpać się czy wyspać. Ludzie młodzi, silni, zdrowi nie opuścili stoczni choćby na minutę. Kilka tysięcy osób cały czas było na miejscu. Wszyscy musieli jeść, gdzieś spać. Jedzenie przynosiły rodziny, okoliczni rolnicy i ogrodnicy przywozili swoje produkty, piekarze dostarczali pieczywo. Strajkujący przeprowadzali zbiórki pieniędzy na żywność. Kuchnia stoczniowa wydawała codziennie od 700 do 900 trzydaniowych posiłków.

Pierwszy tydzień protestu był czasem ciepłego lata. Następny, niestety, już był inny. Przyszły deszcze, temperatura powietrza nocą wynosiła zaledwie kilkanaście stopni. Dla strajkujących i ich odwiedzających nie miało to jednak znaczenia. Strajk trwał nadal.

31 sierpnia 1980 r., po godzinie 16 podpisano porozumienie między Komisją Rządową, pod przewodnictwem wicepremiera Mieczysława Jagielskiego, a Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym w Stoczni Gdańskiej. Lech Wałęsa z bramy nr 2 stoczni ogłosił: „Mamy niezależne, samorządne związki zawodowe!”. Była to druga, po szczecińskiej zawartej dzień wcześniej, umowa społeczna między rządem PRL a strajkującymi, pozwalająca na utworzenie niezależnych od partii związków zawodowych. Porozumienia te zrobiły wyłom w systemie komunistycznym i zapoczątkowały lawinę, która doprowadziła do obalenia komunizmu w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. 

Człowiek rodzi się i żyje wolnym

Strajki w Polsce w 1980 r.
powstanie Solidarności
(edycja gdańska)

Organizator i wydawca: Instytut Dziedzictwa Solidarności  
Autor scenariusza: Joanna Lewandowska
Współpraca: dr Kamil Kaliszuk, Jacek Krzywkowski, Wojciech Krasucki     Recenzja naukowa: prof. Wojciech Polak
Redakcja i korekta: Mirosław Wójcik     
Koncepcja plastyczna i wykonanie: Estilla   

Wykorzystano materiały z: PAP, Ośrodka KARTA, Instytutu Pamięci Narodowej, Ośrodka „Pamięć i Przyszłość” we Wrocławiu, Książnicy Pomorskiej, Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, Archiwum Historycznego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, Fundacji Pomorska Inicjatywa Historyczna.

Autorzy fotografii: Maciej Billewicz, Erazm Ciołek, Witold Górka, Jakub Grelowski, Stefan Kraszewski, Bogdan Łopieński, Stanisław Markowski, Wojciech Milewski, Małgorzata Niezabitowska i Tomasz Tomaszewski, Stanisław Składanowski, Zbigniew Trybek, Janusz Uklejewski,  Ryszard Wesołowski.

Instytut Dziedzictwa Solidarności dołożył wszelkich starań, aby dotrzeć do autorów użytych materiałów. Jeśli wśród fotografii nieautoryzowanych widzą Państwo swoje zdjęcia, prosimy o kontakt.   

Nazwa zadania: Kreacje wirtualne wystaw na 40-lecie Solidarności pn. „Człowiek rodzi się i żyje wolnym”.     

Organizator wystawy:

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury 
i Dziedzictwa Narodowego

Partner wystawy: